Tradycje. Między rozwojem a zmianą

Abp Stanisław Gądecki. Tradycje. Między rozwojem a zmianą. Dożynki. XXII Niedziela zwykła (Krobia – 29.08.2021)

Każdego roku o tej porze gromadzimy się na dożynkach, aby wspólnie prosić Stwórcę o dalsze błogosławieństwo dla rolniczej pracy. I tak oto przed ołtarzem stają sołtysi i wójtowie, delegacje rolników, hodowców i sadowników, osoby zajmujące się działalnością około rolniczą a razem z nimi gromadzi się duchowieństwo, władze samorządowe. Wszyscy razem przychodzimy tutaj, aby wyrazić Bogu naszą wdzięczność za chleb doczesny i wieczny.

Chcemy dziękować Bogu za troskę o rolnika i jego rodzinę. Rolnikom zaś dziękować za ich ciężką pracę. Tym razem czynimy to w Krobi – w skromnej formie, przy ograniczeniach epidemicznych - oddając cześć tej niezwykle ważnej dziedzinie ludzkiej aktywności, jaką jest rolnictwo. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że - jak do tej pory - wynalazek rolnictwa znaczy więcej dla ludzkości niż lądowanie człowieka na księżycu, bo bez rolnictwa nie rozwinęłaby się żadna cywilizacja ludzka.

Przy tej okazji warto zatrzymać na rozważeniu dwóch tematów: znanej z Nowego Testamentu tradycji „starszych” (την παραδοσιν των πρεσβυτερων) oraz tradycji związanej z rolnikami. 

1. TRADYCJE „STARSZYCH” (Mk 7,1-8a.14-15.21-23)

a. Pierwsza sprawa to treść zawarta w słowie „tradycja”. W potocznym tego słowa znaczeniu „tradycja” to sam proces przekazu jakiś wartości z pokolenia na pokolenie, jak i to, co się przekazuje (rzeczy, wiedza, obyczaje, przekonania, wierzenia, zasady, sposoby myślenia i postępowania). Łacińskie słowo traditor, czyli „przekaziciel”, było  używane m.in. na określenie nauczyciela, który przekazuje ustnie lub na piśmie swoją wiedzę.

Tak rozumiana tradycja może oznaczać coś pozytywnego, coś co jest nam bliskie a zarazem od dawna wspólne. Tak np. mówimy o tradycji rodzinnej, narodowej i o jej sile, o pielęgnowaniu tradycji, podtrzymywaniu jej, o postępowaniu zgodnie z tradycją i odwoływaniu się do niej.

b. Poza generalnie rozumianą tradycją, w ramach Pisma Świętego i w Kościele istnieje Tradycja religijna. Jest ona tam rozumiana jako całość rozwijającego się Objawienia, które najpierw było przekazywane stopniowo w narodzie izraelskim. Przekazywali je tam patriarchowie, Mojżesz, prorocy i mędrcy. Przekazywano je najpierw ustnie a następnie w formie pisemnej a jej spisanym świadectwem jest cały Stary Testament. Głównym przekazicielem tej Tradycji był Mojżesz Prawodawca, który objawił ludowi „prawa i nakazy”, jakie otrzymał od Boga a następnie domagał się od Izraelitów posłuszeństwa względem tych praw. W końcu zaś także nieustannego nauczania tych praw z pokolenia na pokolenie. Ów przekaz miał się odbywać nie tylko nieustannie, ale również w sposób nie dopuszczający żadnej zmiany: „Nic nie dodacie do tego, co ja wam nakazuję, i nic z tego nie odejmiecie”.

Mojżesz przewidywał bowiem niebezpieczeństwa, jakie mogły się rodzić ze zmieniającej się Tradycji, raz zawężanej innym razem poszerzanej w stosunku do tego, co przekazał ludowi. Przyszłość dowiodła, że obawy Mojżesza były słuszne. Z czasem okazało się, że – przy najlepszych intencjach - Tradycja została zdeformowana: „Twoi kupcy mieszają wodę z winem” – powie prorok Izajasz. Interpretatorzy Prawa, którzy nastali po Mojżeszu dolali „wodę” swojej własnej, ludzkiej interpretacji do „wina”, czyli do jasnych przykazań Boga.

Uczeni w Piśmie i faryzeusze zdeformowali swoimi komentarzami do Prawa intencje Mojżesza. Zmienili główny cel przykazań Bożych, który później Pan Jezus przypomni w najbardziej syntetyczny sposób: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy” (Mt 22,37-40).

Pan Jezus zdał sobie sprawę z tego, że interpretacja Prawa Mojżesza w wykonaniu „starszych” poszła w złym kierunku i dlatego zarzucił faryzeuszom i uczonym w Piśmie, iż znieśli oni przykazanie Boże, a trzymają się „ludzkiej tradycji” (Mk 7,8). Pyta więc: „Dlaczego uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się swojej tradycji?” Dlaczego nie tylko wypaczyliście Prawo Boże, mieszając wino z wodą, ale wprowadziliście ponadto swoje własne prawa, przeciwne Prawu Bożemu? Dlaczego znieśliście niektóre nakazy, inne dodaliście a jeszcze innym nadaliście własną interpretację tak, aby służyły waszym własnym celom (por. Ireneusz, Przeciw herezjom, 4,12,1-2).

Z tego głównie powodu Pan Jezus zachęca swoich uczniów do zachowywania poleceń Prawa Mojżeszowego, ale nie zachęca do przestrzegania „tradycji starszych” (Mk 7,3), które nazywa „zasadami podanymi przez ludzi”. Tradycje ludzkie nie powinny zajmować miejsca „przykazań Bożych”.

Poniekąd ten proces zniekształcenia Tradycji był przewidywalny, życia bowiem nie da się zatrzymać w miejscu. Między tym, co było, a tym, co nadchodzi trwa przecież odwieczne napięcie, które trwać będzie dopóty, dopóki trwa życie na ziemi. „Nowe” przychodzi zdobywcze i bezwzględne. „Stare” musi stawiać opór, bo oczywiście nie wszystko, co było, kwalifikuje się do wyrzucenia, broniąc swoich pozycji broni tych wartości, które są godne przetrwania i które muszą przetrwać pod groźbą chaosu. W takim rytmie biegnie życie we wszystkich dziedzinach (por. Zofia Starowieyska Morstinowa, Ci, których spotykałam). Istotna trudność związana z zagadnieniem Tradycji polega więc na tym, aby interpretacja Tradycji następowała zgodnie z jej duchem, a nie przeciwko niemu.

c. Proces przekazywania Tradycji ma miejsce przebiega - podobnie jak w Starym Testamencie – tak też i w Nowym Testamencie i w Kościele. Chrystus polecił przecież apostołom, aby rozpoczęli przekazywać Jego Tradycję; aby głosili Ewangelię wszystkim i przekazywali ją ludziom jako źródło wszelkiej zbawiennej prawdy i moralnego porządku: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15). Kościół żyje tą pewnością, że to, co Zbawiciel mówił w przeszłości, winno być nieustannie przekazywane dzisiaj w żywej Tradycji Kościoła oraz w Piśmie świętym.

Co więcej ten proces przekazu - w ostatniej Księdze Nowego Testamentu – powinien dokonywać się według dawnej zasady nakazanej przez Mojżesza: „Nic nie dodacie do tego, co ja wam nakazuję, i nic z tego nie odejmiecie”. Nakaz ten wraca echem w Apokalipsie, w ostatniej księdze Nowego Testamentu: „Ja świadczę każdemu, kto słucha słów proroctwa tej księgi: jeśliby ktoś do nich cokolwiek dołożył, Bóg mu dołoży plag zapisanych w tej księdze. A jeśliby ktoś odjął co ze słów księgi tego proroctwa, to Bóg odejmie jego udział w drzewie życia i w Mieście Świętym - które są opisane w tej księdze” (Ap 22,18-19).

Również w Kościele Tradycja ta powinna ewoluować, jest ona bowiem rzeczywistością żywą i dynamiczną, ale w trakcie owej ewolucji jej istota nie może podlegać zmianie. Rozwija się ona w Kościele pod opieką Ducha Świętego, nie ulegając zmianie co do prawdy, która jest wieczna. Ale - dzięki kontemplacji i studium, dzięki lepszemu zrozumieniu, jakie rodzi się z głębszego doświadczenia duchowego i dzięki przepowiadaniu tych, co wraz z sukcesją biskupią otrzymali niezawodny charyzmat prawdy – pojmowanie przekazanych przez Tradycję prawd wiary wzrasta.

Trafnie wyraził to - w V wieku po Chr. - Wincenty z Lerynu. W Kościele – mówił on – dopuszczalny jest postęp prawd wiary. Ten postęp powinien być jak największy. Winien on jednak być prawdziwym postępem a nie zmianą. Istota postępu polega na tym, że jakaś rzecz rozrasta się w sobie. Natomiast istota zmiany polega na tym, że rzecz jakaś przechodzi w zupełnie inną.

Dla przykładu członki niemowląt są małe, większe rozwijają się u młodzieńców, ale są to te same członki. Ile członków miały osoby będąc dziećmi, tyle samo mają, gdy stali się dorosłymi tak, iż nic nowego nie tworzy się w starcach, co najpierw nie kryłoby się w dzieciach. Gdyby natomiast osoba zmieniła formę w inną, albo gdyby przybyło lub ubyło cokolwiek w liczbie członków, wówczas nastąpiłaby zmiana, która spowodowałaby śmierć ciała, albo powstanie dziwotworu.

Niech więc wzrasta i czyni postępy zrozumienie, wiedza, mądrość tak w każdym z osobna, jak i u ogółu, tak w jednostce, jak i w całym Kościele, ale konieczne w obrębie tego samego dogmatu, w tym samym duchu, i w tym samem znaczeniu (por. św. Wincenty z Lerynu, Commonitorium, 55-56).

2. TRADYCJE ROLNICZE

Druga sprawa to tradycje związane z rolnictwem. Rolnicy byli zawsze ostoją swojej rolniczej tradycji, która również zakłada nieustanny rozwój przy jednoczesnym zachowaniu niezmiennej istoty. Od samego początku istnienia naszego państwa te tradycje są głęboko zakorzenione w naszej Ojczyźnie. Już sama etymologia nazwy Polska wskazuje na rolniczy charakter terenów, które niegdyś zamieszkiwane były przez Polan, czyli przez plemię, którego nazwa pochodzi od pola.

a. Istotną częścią tej tradycji jest to, iż warsztatem pracy rolnika jest ziemia. Człowiek, który tę ziemię uprawia, czuje się słusznie bezpośrednim spadkobiercą słów wypowiedzianych przez samego Stwórcę: „Czyńcie sobie ziemię poddaną” (Rdz 1,28). Ziemia została powierzona człowiekowi przez Boga, „aby ją uprawiał i strzegł jej” (Rdz 2,15). Gdy człowiek zapomina o tej zasadzie i staje się tyranem, a nie stróżem natury, prędzej czy później natura zbuntuje się przeciw niemu (por. Jan Paweł II, Bóg powierzył ziemię człowiekowi, aby ją uprawiał i jej strzegł. Msza św. z okazji Jubileuszu Rolników, 12.11.2001). Rolnik winien tak postępować, aby nie ulegać pokusie zwiększania wydajności i zysku ze szkodą dla natury. Papież Franciszek radzi, aby strzec ziemi, zawierając z nią przymierze, tak by mogła być dalej - jak tego chce Bóg - źródłem życia dla całej rodziny ludzkiej (por. Papież Franciszek, Ziemia to matka, która karmi i uzdrawia,  Spotkanie z rolnikami - 31.01.2015).

Rolnik - uprawiając ziemię - pozwala tej ziemi objawić jej naturalną płodność. Ta „matka-ziemia”, która rodzi i karmi nas, niesie w sobie jakieś podobieństwem do ziemskiej matki. O żadnym innym warsztacie pracy nie można powiedzieć tego samego. Trzeba odnaleźć na nowo miłość do ziemi jako „matki”, z której zostaliśmy wzięci i do której wrócimy.

Proces odbierania ziemi rolnictwu, aby przeznaczyć ją na inną, bardziej zyskowną działalność, jest procesem niebezpiecznym. Nie wolno poddać się dominacji bożka, który nazywa się „Pieniądz”. Podobnie jak w przypadku ludzi pozbawionych uczuć, którzy wyrzekają się rodziny i matki, tak też istnieje pokusa sprzedania „matki ziemi”.

I tutaj – jako część rolniczej tradycji – pojawia się miłość rolnika do jego ziemi. Ta miłość stanowiła zawsze mocny filar, na którym opierała się nasza narodowa tożsamość. W chwilach wielkich zagrożeń, w momentach najbardziej dramatycznych w dziejach narodu miłość i przywiązanie do ziemi okazywały się niezmiernie ważne w zmaganiu o przetrwanie naszej Ojczyzny. Także dzisiaj - w czasach wielkich przemian - nie wolno o tym zapominać.

b. Owa miłość rolnika do ziemi jest tradycyjnie wystawiana na wielkie próby. Wynikają one najpierw z tego ścisłego związku rolnictwa z klimatem. Rolnictwo i klimat są od wieków zależne od siebie i jakakolwiek niekorzystna zmiana pogody wpływa bezpośrednio na uprawy. Nadmierne opady czy susza szkodzą im i pomniejszają plony. Nowym problemem jest też brak rąk do pracy w gospodarstwach. Wśród przyczyn malejącego zatrudnieniu w sektorze rolniczym są zmiany demograficzne, rosnąca skuteczność praktyk rolniczych i brak zainteresowania rolnictwem pośród młodych ludzi (por. Monika Klimczak, 4 największe wyzwania dla rolnictwa).

Do kłopotów ostatnich lat należy też afrykański pomór świń (ASF), który powoduje duży spadek w hodowli i mimo, iż choroba ta nie stwarza bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia lub życia ludzi, to jednak pomnaża ryzyko podejmowane przez hodowcę, czyniąc często hodowlę trzody chlewnej w ogóle nieopłacalną.

b.  Ale tradycja rolniczą ma także swoją duchową stronę. Ułatwia ona zrozumienie zasad działania królestwa Bożego. Ułatwia zrozumienie Ewangelii, zrozumienie tego, czym życie wieczne, kim jest sam Chrystus. Przykładem tego przypowieści nawiązujące bezpośrednio do świata rolniczego (św. Jan Paweł II, Tarnów - 10.06.1987).

Do rolniczego dziedzictwa należy wierność tradycjom praojców, którzy - podnosząc wzrok znad ziemi - ogarniali nim horyzont, gdzie niebo łączy się z ziemią, i do nieba zanosili modlitwę o urodzaj, o ziarno dla siewcy i chleb dla zgłodniałego. Rozpoczynali każdy dzień i każdą swoją pracę w imię Boże i z Bogiem i tak kończyli wieczorem swoje rolnicze dzieło. 

Niech więc z ust polskiego rolnika nie zniknie nigdy to piękne pozdrowienie „Szczęść Boże!” i „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!” Pozdrawiajcie się tymi słowami, przekazując w ten sposób waszym bliskim najlepsze życzenia. W tych życzeniach zawarta jest wasza chrześcijańska godność oraz duma z zadania, jakie wyznacza praca na roli. Twórzcie kulturę wsi, w której obok nowych wymiarów, jakie niosą nowe czasy, pozostanie miejsce na rzeczy dawne, uświęcone tradycją, potwierdzone przez prawdę wieków (św. Jan Paweł II, Krosno - 10.06.1997).

Podobnie jak Pan Bóg jest wierny na wieki, tak i wy dobrze rozumiejcie język wierności, jesteście przecież w naturalny sposób ludźmi dziękczynienia. Stykając się nieustannie z cudem ziemi wydającej owoce, przyjmujecie je jako niewyczerpany dar Bożej Opatrzności i dlatego wasze doroczne święto – dożynki -  jest siłą rzeczy „dniem dziękczynienia”.

Do tradycji rolniczej należy wreszcie zasada, jaka dotyczy zarówno rolnictwa, jak i każdej innej dziedziny ludzkiej aktywności a jest nią przekonanie, iż najważniejszą rolą, jaka należy uprawiać jest „serce” rolnika. Słowo Boże jest ziarnem, które ma przynosić obfity owoc, ale niestety pada ono często na nieodpowiednią glebę, gdzie kamienie, chwasty i ciernie - symbole naszych grzechów - nie pozwalają mu zapuścić korzeni i wzrastać (Mt 13,3-23). Dlatego jeden z pisarzy starożytnych - zwracając się właśnie do rolnika - napomina go: „Gdy przechadzasz się po polu i oglądasz swoją rolę, zważ, że ty także jesteś polem Chrystusa, i dbaj także o siebie, o swoje serce, jak o swoje pole. Uprawiaj własne serce, aby było piękne dla Pana (św. Paulin z Noli, List do Aprusa i Amanda, 39,3).

ZAKOŃCZENIE

Na koniec, raz jeszcze - z wdzięcznością i szacunkiem – chylę głowę przed rolnikami, którzy przez wieki w pocie czoła uprawiali ich ziemię, a gdy trzeba było stawać w jej obronie nie szczędzili również krwi. Z tą samą wdzięcznością i szacunkiem zwracam się do tych, którzy dzisiaj podejmują ciężki trud służby ziemi. Niech Bóg błogosławi pracy waszych rąk! (św. Jan Paweł II, Zamość - 12.06.1999). Amen.