Sama odważna – innym dodawała odwagi





Abp Stanisław Gądecki

Sama odważna – innym dodawała odwagi. 80. rocznica śmierci bł. Natalii Tułasiewicz (Poznań, k-ł pw. św. Michała Archanioła – 31.03.2025). 

Spotykamy się dzisiaj w gronie dyrekcji, nauczycieli, katechetów, pracowników szkoły, rodziców i uczniów oraz tutejszych parafian na Eucharystii dziękczynnej za świadectwo wiary bł. Natalii Tułasiewicz, w 80.rocznicę jej męczeńskiej śmierci.

1.         POCZĄTKI 

Na początku wypada przypomnieć zasadnicze etapy drogi jej życia. Natalia urodziła się w Rzeszowie (9.04.1906), jako drugie z sześciorga dzieci Adama Tułasiewicza oraz Natalii Amalii z domu Bromnik. Została wychowana w pobożnej, patriotycznej rodzinie. Uczyła się najpierw w Kętach, a potem u sióstr klarysek w Krakowie. Jej młodość rozwijała się w atmosferze entuzjazmu z powodu odzyskanej niepodległości Polski.

W 1921 roku - wraz z rodziną - przeniosła się do Poznania. Tam przybysze przybyli z Galicji współtworzyli wówczas w Poznaniu nową elitę urzędniczą i inteligencką. Tu zaczęła studia na Wszechnicy Piastowskiej i w Konserwatorium Muzycznym (1921-26). Jednocześnie rozpoczęła swoją działalność w Kole  Polonistów i Sodalicji Mariańskiej. Potem przyszła miłość i narzeczeństwo (1927-1934).

W międzyczasie podjęła pracę w Prywatnej Powszechnej Szkole Koedukacyjnej pw. św. Kazimierza w Poznaniu (1933-1937), gdzie przygotowywała spektakle szkolne i referaty na konferencje pedagogiczne.

W 1936 roku zdała bardzo dobrze egzamin państwowy na nauczycielkę szkół średnich i przeszła do pracy w poznańskim gimnazjum sióstr urszulanek Unii Rzymskiej (1936-1939).

Przez całe życie kierował nią „podwójny głód” - piękna i świętości. Tak rozumiała swoją misję świeckiego apostoła, który niesie innym Ewangelię i kulturę. Jej życie „było tak nasycone Ewangelią na co dzień, że na dnie jej jaźni zawsze odczuwało się pokój i ciszę, mimo że lata poprzedzające jej zgon były za zewnątrz, zdawałoby się, jakby pogonią za pełnią życia, świadomym chłonięciem i przetrawieniem zdarzeń. Ciekawe kontakty z ludźmi, problematyka tych lat, wartościowe książki i przede wszystkim życie rodzinne i trud codziennej zawodowej pracy - to skala życiowego napięcia Naty” (Bł. Natalia Tułasiewicz, Przeciw barbarzyństwu. Listy, Dzienniki, Wspomnienia, Poznań 2013, s. 266-267). Głosiła zachwyt nad dziełem stworzenia, czując się jednym z instrumentów w wielkiej, Bożej orkiestrze. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że konsekwencją takiego wyboru i ostatecznym sprawdzianem wyznawanych ideałów będzie jej męczeńska śmierć.

2.         WOJNA

A potem nadeszła wojna. W jej konsekwencji została wysiedlona z mieszkania przy ul. Śniadeckich do obozu przy ulicy Głównej (10.11.1939). Stamtąd przeniosła się do Kielc a - od 1.02.1940 roku – znalazła się znowu w Krakowie (od lutego 1940 do lipca 1943).  Podjęła pracę w bibliotece oraz tajne nauczanie przy szkole sióstr urszulanek. Tam też - dnia 27.07.1940 roku - zmarł jej ojciec. Organizowała konspiracyjne spotkania literackie i sodalicyjne, uczestniczyła w życiu kulturalnym a przy tym uważnie śledziła rozwój wojennych wydarzeń. Wojna była dla niej czasem trudnych rekolekcji, które nauczyły ją „zwycięskiej walki z sobą. Walki z miłością własną, o Boże oblicze własnej duszy”. Dzięki zwycięstwu w tej walce duchowej dostrzegła światło pośród ciemności. W swoim pamiętniku napisała: „Wojna jest zawsze rozpętaniem złych, okrutnych instynktów, ale wojna też wyzwala z duszy cnoty, o których w czasie pokoju wielu ludziom się nie śniło”.

„Z chwilą wybuchu wojny jeszcze nie widziałam przed sobą całkiem wyraziście własnej drogi życiowej. Cel ostateczny tej drogi był mi jasny, wiedziałam, że Bóg jest wszystkim dla mojej duszy, że w Nim zawiera się sens mojego istnienia. Ale jak chcę, abym Mu służyła, to było dla mnie do pewnego stopnia ukryte. ... Wiedziałam, że dla Boga żyję w otoczeniu najbliższej rodziny, dla Boga wychowuję i kształcę. Ale więcej pytań pozostawało w cieniu milczenia” (Natalia Tułasiewicz, Być poetką życia, 318).

Poszukując najważniejszych zasad, na których wspierało się jej „dorastanie do świętości”, znajdziemy nakaz  miłość nieprzyjaciół. Miłości nieprzyjaciół uczyła się w najtrudniejszej ze szkół – w konfrontacji z wrogiem okupującym Ojczyznę. „Najdroższy mój przyjaciel mówi mi: ‘Nie oburzaj się, nie złorzecz, potrzebna mi jest twoja, właśnie twoja miłość’. [...] Módl się przede wszystkim za nieprzyjaciół, albowiem taka modlitwa jest miłością najwyższej próby”. W jej „Notatkach do studium nad psalmami” na pierwszy plan wysuwa się jej sprzeciw wobec myślenia w kategoriach „oko za oko, ząb za ząb”. Głośne i bezczelne zło trzeba zwyciężać miłością: „Dopiero miłość wroga legitymuje moje wnętrze”.

I wreszcie nadszedł moment jej najważniejszej decyzji życiowej. W pierwszej fazie oporu - od końca 1940 do marca 1942 - Komenda Główna Walki Zbrojnej objęła siecią łączności konspiracyjnej obozy jenieckie i ośrodki robotnicze, realizując tam zadania informacyjne, wywiadowcze i dywersyjne. Z czasem uświadomiono sobie, że zaniedbano wychowanie moralne i patriotyczne. Rząd Londyński – w celu zapobieżenia degeneracji moralnej więźniów - powołał „Organizację Zachód”, która miała na celu niesienie pomocy Polakom wywożonym na przymusowe roboty do Niemiec. Pomoc ta miała polegać na przysyłaniu wolontariuszy do większych skupisk polskich, którzy to woluntariusze mieliby podnosić morale, rozwijać religijność a po zakończeniu wojny przyprowadzić wywiezionych z powrotem do Ojczyzny.

Nie wiadomo dokładnie od kiedy Natalia - poza tajnym nauczaniem - zaangażowała się w konspirację. Dość powiedzieć, że na początku kwietnia 1943 r. obroniła się ona przed nakazem wyjazdu na roboty, ale po trzech miesiącach dobrowolnie zgłosiła się sama na wyjazd. Gdyby tego nie uczyniła, musiałby zrobić to ktoś inny z firmy, w której pracowała. 

W ostatnim roku jej pobytu w Krakowie - a potem w czasie pracy w Niemczech - posiadała coś, co można nazwać przewidywaniem zdarzeń, jakie miały nastąpić. Powiedziała np.: „ja widzę, kto ze spotkanych ludzi jest w stanie łaski uświęcającej. Czasem są nią prześwietlone bardzo szpetne twarze” (Bł. Natalia Tułasiewicz, Przeciw barbarzyństwu, s. 263). Tę wizyjność przyszłości zdaje się wyrażać także jeden z jej wierszy, zatytułowany Pielgrzym.

3.         HANOWER

Będąc nauczycielką z powołania, kochała młodzież. Właśnie w Niemczech - jako robotnica wśród  robotnic – pragnęła mówić młodym o Ewangelii, o pięknym, czystym życiu w środowisku narażonym na wszelką moralną degenerację. Chodziło jej o to, aby jako misjonarz służyć Bogu i ludziom. Chodziło jej o tryumf chwały Bożej, „jeśli potrafię go przybliżyć drugim życiem, proszę o nie z całą mocą, jeśli natomiast moja osobista ofiara może Go pełniej uwielbić, niech będzie spełniona do ostatniego tchu – jestem gotowa” (Bł. Natalia Tułasiewicz, Przeciw barbarzyństwu, ss. 139-140). Chciała wszystkich przybliżyć do Chrystusa.  I tak - dnia 20 sierpnia 1943 roku – wyruszyła z Warszawy - przez Poznań i Berlin - do Hanoweru.  

Udała się tam w podwójnej roli; emisariusza rządu londyńskiego oraz świeckiego apostoła. W Hanowerze pracowała przez osiem miesięcy w fabryce Günther-Wagner „Pelikan”, dzieląc los kobiet wywiezionych na przymusowe roboty. Ten etap życia znany jest przede wszystkim z jej listów. Nie chcąc martwić rodziny, z humorem pisze o swojej ciężkiej, fizycznej pracy, świadomie pomniejszając rozmiary zagrożenia. Apostolstwo prowadzone w tamtych warunkach wymagało od niej prawdziwego heroizmu. Na obczyźnie animuje życie religijne, urządza rekolekcje, wygłasza prelekcje i katechezy, organizuje wspólne modlitwy, objaśnia prawdy wiary, prowadzi wykłady z literatury i historii, recytuje swoje wiersze. Uderzająca jest troska Natalii o życie duchowe swoich koleżanek.

„Rodacy nasi tutaj dają innym nacjom niekiedy wiele złego przykładu. Kilkanaście osób, w tym parę kobiet, zmarło przed moim tu przyjazdem od zatrutej bryndy [denaturatu], niektórzy hazardowo grają w karty. Wiele kobiet żyje nieuczciwie. Nasz obóz [słynie z tego] na Hanower [i] ma dlatego obrzydliwy przydomek [...] Tym więcej więc pragnę z tymi wszystkimi, które inaczej żyją, pokazać, że dobro zawsze istnieje, nawet pośród morza zła. Lilie przecież rosną i na bagnie” (Bł. Natalia Tułasiewicz, Przeciw barbarzyństwu, s.187).

„Modlimy się wspólnie o pokój dla wszystkich ludzi dobrej woli, staram się swoim koleżankom wszczepić zrozumienie tej najszlachetniejszej unii, jaką jest na świecie Kościół katolicki. W ten sposób niesiemy Boga innym nacjom, z którymi się stykamy. Może też dlatego, że duchowi mojemu obcy jest wszelki ciasny szowinistyczny nacjonalizm, władza daje mi wolną rękę w mojej apostolskiej pracy. A jest to praca nie dająca doraźnych efektów. Pracuję dla przyszłości. Jeśli ten i ów w Europie, po powrocie do swego kraju, wspomni dobrze nasze imię, to okaże przyszłość, że w pracy nad człowiekiem potrafimy dojrzeć dalsze horyzonty niż własne podwórko” (Bł. Natalia Tułasiewicz, Przeciw barbarzyństwu, s. 186).

Przy wszystkich trudnościach nie traciła chrześcijańskiej nadziei: „gdy te ropienia wyleją się i wykrwawią się, wstanie lepsze jutro, nowa epoka, coś, co przewidywał Cieszkowski pisząc Ojcze nasz. Przewiduje on czasy, w których Słowiańszczyzna w Europie dojdzie do większego niż dotychczas głosu, a nazywa tę przyszłość epoką Ducha Świętego” (Bł. Natalia Tułasiewicz, Przeciw barbarzyństwu, s. 224).

„Po jednym z najstraszniejszych nalotów 26 lipca 1943 r. zaczęły następować dalsze – wspomina jej koleżanka Janina Domagalska. [W czasie jednego z nich] ludzie oszaleli wprost z trwogi i przerażenia, zaczęli skupiać się koło Naty, zdawało się im, że gdy się jej choć dotkną, uratuje ich. Jej głośna, ufna, potężna modlitwa wpływała kojąco na zastraszoną i drżącą gromadę i jej właśnie, jak podawano sobie z ust do ust, zawdzięczaliśmy ocalenie naszego łagru. Jedynie pani Nata mogła znaleźć łaskę u Boga, by wyprosić ten cud. Schodzili się ludzie i z podziwem oglądali nasze baraki, nie brakowało między nimi i Niemców cicho sobie szepczących. Nikomu nic się nie stało, najmniejszego szwanku nikt nie poniósł, przetrwali wszyscy i dziś wszystkie przy zdrowiu powoli wracają do swoich rodzin tak, jak im Nata w Jasełkach obiecuje” (Bł. Natalia Tułasiewicz, Przeciw barbarzyństwu, 245).

4.         RAVENSBRÜCK

Ostatecznym probierzem jej wiary okazała się dekonspiracja i aresztowanie (29.04.1944) oraz więzienie w Hanowerze i Kolonii, gdzie trafiła wskutek nieostrożności kuriera. Była tam torturowana. „trzy i pół miesiąca nie widziałam słońca, powietrza ledwie mogłam łyknąć [...], jednak mię nie zmogło. Miałam ciężki świerzb. Już zaleczony, ale skóra ciągle mię swędzi, bo muszę spać w codziennym ubraniu” (Bł. Natalia Tułasiewicz, Przeciw barbarzyństwu, 236). Mimo to każdy dzień zaczynała Mszą św., którą umiała na pamięć. Modliła się z innymi, lecz modliła się pobożniej. Przygotowywała młodsze więźniarki na trudne chwile. 

Dnia 28 września 1944 roku została wywieziona z Kolonii do więzienia w Hanowerze i Berlinie, a stamtąd do obozu w Ravensbrück. Przez wspomniany obóz przeszło wówczas ok. 111 tys. kobiet różnych narodowości. Pracowały tam na zmianę - w dzień i w nocy - po dwanaście godzin, wykonując najcięższe prace (począwszy od ścinania drzew, noszenia cegieł, budowy, wyładowywania statków, szycia mundurów, robienia drewniaków). Była już wtedy dość słaba, jej wątłe zdrowie zostało nadszarpnięte ciężką pracą i powracającą gruźlicą. Mimo tego cieszyła się dużym autorytetem, posiadając dar skupiania wokół siebie innych. Sama odważna – innym dodawała odwagi” (Bł. Natalia Tułasiewicz, Przeciw barbarzyństwu, 238), lecz była też przygotowana na gorszą ewentualność.

Wiosną 1945 roku była już bardzo chora. „W Niedzielę Palmową miała Nata jeszcze tyle sił, że leżąc [poprowadziła] nabożeństwo, by uczcić rozpoczęcie Męki Pańskiej” (Bł. Natalia Tułasiewicz, Przeciw barbarzyństwu, s. 252). Jedna z więźniarek wspomina: „Prosiłam, aby się ukrywała, nie wychodziła na ‘przeglądy’. Nie chciała się na to zgodzić, twierdziła, że jeśli Pan Bóg przeznaczył jej śmierć w obozie, nie będzie się broniła, ani sprzeciwiała”. Ona ufała Bogu do końca: „Idę przecież do Pana, którego ukochałam całą duszą, ku któremu wyrywa się dusza moja”.

W tym czasie Niemcy przeprowadzali w blokach selekcje. Trzeba było wyjść z bloku, stawić się piątkami i przedefilować przed nimi. Ze wspomnień pani Marii Grabcowej wynika, że pewnego razu jej koleżanki wzięły ja pod ręce, aby ją jakoś przeprowadzić, „ale niemiecki oprawca odepchnął nas, a w sukienkę Naty zaczepił żelazny pręt, wyciągnął ja z naszego szeregu. Chore, wyselekcjonowane więźniarki umieszczono za drutami: widziałyśmy tam panią Natę. Wieczorem całą tę grupę wywieziono w nieznanym kierunku” (Bł. Natalia Tułasiewicz, Przeciw barbarzyństwu, s. 253). Była to ostatnia łapanka. Zmarła w komorze gazowej w Wielki Piątek 31.03.1945 roku, jeden dzień przed wyzwoleniem obozu.

A dzisiaj, dzisiaj kontynuuje ona dalej swoją misję wychowawczą. Praktykowane przez nią apostolstwo świeckich, pozytywna asceza, miłość nieprzyjaciół zdecydowały o obwołaniu jej jedną z patronek nauczycieli i wychowawców. Niech więc bł. Natalia pozostanie stałym punktem odniesienia tak dla naszego myślenia jak i dla naszego chrześcijańskiego działania.

ZAKOŃCZENIE

Na koniec chciałbym przywołać wymowny fragment jej poezji:

  „O przyjdź, miłości, przyjdź!

Serce Ci moje otworzę,

za to, że uczysz kochać nawet cierpienie,

za to, że twórcze wskazujesz drogi ludzkości,

za to, że nawet, że nie obejmiesz całej tęsknoty mej duszy,

że mi nie możesz dać pełni szczęścia, Miłości”

            (N. Tułasiewiczówna, Poznań 1927; poprawiony 1930 i 1940)