Człowiek wolny
Abp Stanisław Gądecki
Człowiek wolny. Wprowadzenie relikwii kard. Wyszyńskiego (Wytomyśl - 30.03.2025).
W takiej historycznej chwili chciałbym – razem z wami – zastanowić się nad postacią błogosławionego kard. Stefana Wyszyńskiego, po pierwsze jako duszpasterza, a po wtóre jako męża stanu.
1. DUSZPASTERZ
Błogosławiony kardynał był najpierw i przede wszystkim duszpasterzem, który przewodził w chwalebny sposób Kościołowi katolickiemu w Polsce przez 33 lata (1948-1981). Jego postawę doskonale oddają słowa zawarte w liście pasterskim przygotowanym przez niego z okazji ingresu do Warszawy i Gniezna w 1948 r.: „Nie jestem ja ani politykiem, ani dyplomatą, nie jestem działaczem, ani reformatorem. Ale natomiast jestem waszym ojcem duchownym, pasterzem i biskupem dusz waszych, jestem apostołem Jezusa Chrystusa”.
Dnia 4 marca 1946 ks. Stefan Wyszyński został mianowany przez papieża Piusa XII ordynariuszem lubelskim. Tę nominację przekazał mu kard. Hlond w Poznaniu na Ostrowie Tumskim pod nr. 18, gdzie wówczas ks. kardynał mieszkał. Dwa lata później, w listopadzie 1948 r. Pius XII mianował ordynariusza lubelskiego arcybiskupem gnieźnieńskim i warszawskim - Prymasem Polski. W styczniu zaś 1953 roku papież włączył go do kolegium kardynalskiego.
„Idę przepowiadać Wam Chrystusa ukrzyżowanego” – powiedział – i słowa te urzeczywistniły się bardzo szybko. Późnym wieczorem 25 września 1953 ks. Prymas został aresztowany i uwięziony. Do 1956 roku internowano go w Rywałdzie, Stoczku, Prudniku i Komańczy. Pozbawiono go możliwości spełniania biskupiej posługi, uniemożliwiono bezpośrednie kontakty z kapłanami i wiernymi jego obu archidiecezji, odizolowano od świata, jak największego zbrodniarza. On sam przygotował wcześniej wiernych na tę sytuację: „Gdy będę w więzieniu, a powiedzą Wam, że Prymas zdradził sprawy Boże - nie wierzcie. Gdyby mówili, że Prymas ma nieczyste ręce - nie wierzcie. Gdyby mówili, że Prymas stchórzył - nie wierzcie. Gdy będą mówili, że Prymas działa przeciwko Narodowi i własnej Ojczyźnie - nie wierzcie. Kocham Ojczyznę więcej niż własne serce i wszystko, co czynię dla Kościoła, czynię dla niej” - to słowa kardynała z 25 listopada 1953 r.
Także po uwolnieniu z aresztu - niemal przez wszystkie lata jego duszpasterskiej pracy - spotykał się on ze strony komunistycznej władzy z upokorzeniami, z oskarżeniami o zdradę Ojczyzny, o współpracę z obcymi mocarstwami. Dlatego po latach, u schyłku swego życia mógł otwarcie wyznać: „Z wielu rzeczy musiałem zrezygnować. Ale jednego nie mogłem się wyrzec: odwagi, męstwa i gotowości na każdą ofiarę, której Pan Bóg ode mnie zażąda. A wiecie, że zażądał wiele” (Gniezno, 02.02.1979 r.).
Podczas swego internowania ks. kard. nie pozostawał bezczynnym. Opracował w tym czasie program odnowy życia religijnego w Polsce - zawarty w Jasnogórskich Ślubach Narodu - które zostały złożone 26 sierpnia 1956 roku na Jasnej Górze przez ok. milion zgromadzonych tam ludzi.
W latach 1957-1965 prowadził dalej Wielką Nowennę, która była programem duszpasterskim, poprzedzającym uroczystości Millenium Chrztu Polski, zorganizowane w 1966 roku. Wędrówka Matki Bożej w kopii Obrazu Jasnogórskiego po polskich parafiach była dla niego maryjnym programem duszpasterskim. Miała ona przynieść odrodzenie moralne i duchowe, ożywić wiarę i umocnić Kościół. Samo Nawiedzenie zaczęło się dnia 26 sierpnia 1957 roku. Na początku nie bardzo zdawano sobie sprawę z wagi tego wydarzenia. Wkrótce jednak peregrynacja stała się wielkim duszpasterskim zaczynem. Była to swego rodzaju orka duchowa; rachunek sumienia polskiego narodu. Owoce tego Nawiedzenia były obfite; dokonywały się nawrócenia, powrót do życia sakramentalnego, uzdrawiano [sanowano] związki małżeńskie, następowało pojednanie parafian. Nigdy w historii polskiego duszpasterstwa konfesjonały nie były tak oblegane. Żadne inne misje i rekolekcje nie przyniosły tak wielkich rezultatów.
Podczas obrad Soboru Watykańskiego II - w listopadzie 1965 roku - episkopat Polski z ks. Prymasem na czele wystosował orędzie do biskupów niemieckich, zawierające przebaczenie i prośbę o pojednanie obu narodów. List ten jest przykładem jego dalekowzroczności. Wielokrotnie głosił on potrzebę przebaczenia, tak w relacjach międzyludzkich, jak i między narodami.
Gdy nadeszło Millenium Chrztu Polski - wieczorem dnia 16 kwietnia 1966 r. - przed kopią obrazu jasnogórskiego w poznańskiej farze trwała przez całą noc modlitwa. O północy uroczystą mszę celebrował arcybiskup krakowski Karol Wojtyła, a homilię wygłosił arcybiskup wrocławski Bolesław Kominek.
Następnego dnia - 17 kwietnia o godzinie 9.00 – ks. Prymas wygłosił pamiętną homilię: „Mamy za sobą wspaniałe doświadczenie tysiąca lat – mówił, a Kościół powszechny – dwu tysięcy lat. Sprawdza się zapewnienie Chrystusa, dane ongiś uczniom: „Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą” (Mk 13,31). Doświadczenie dziesięciu wieków w polskiej ziemi poucza nas, że wiele pokoleń przeminęło, przeminęło też wiele boleści, mąk i cierpień. Zmieniały się dynastie, formy rządów, zainteresowania, zmieniały się też losy narodu. Raz były one triumfalne – „złoty wiek”, innym razem bolesne – czasy niewoli. Ale w okresie naszych pierwocin narodowych i państwowych, czy w czasach podziału i walk dynastycznych, w czasach chwały, czy też w czasach Kalwarii, trwał wśród nas przedziwny Mocarz, który raz zmartwychwstawszy więcej nie umiera i śmierć nad Nim więcej mocy nie ma. To Pan nasz Jezus Chrystus, obecny w swoim Kościele! Jego przedziwne misterium trwa nadal w Kościele i daje gwarancję, że jak Chrystus w Kościele więcej nie umiera, tak nigdy bramy piekielne Kościoła nie zwyciężą” (kard. S. Wyszyński, Poznań, Ostrów Tumski – 17.04.1966).
A potem – na Jasnej Górze dnia 3 maja 1966 – ks. Prymas wraz z całym Episkopatem oddał naszą Ojczyznę Maryi, Matce Kościoła w macierzyńską niewolę miłości za wolność Kościoła Chrystusowego na całym świecie.
Jedną z heroicznych cech charakteru ks. Prymasa była umiejętność przebaczania wrogom. Klasycznym tego przykładem była jego reakcja na śmierć Bolesława Bieruta, który wydał nakaz aresztowania go. Gdy tylko ks. kardynał dowiedział się, że Bierut nie żyje, natychmiast zaczął się modlić za niego a w „Zapiskach” zanotował: „Pragnę modlić się o miłosierdzie Boże dla człowieka, który mnie skrzywdził. Jutro odprawię Mszę św. za zmarłego. Już teraz odpuszczam memu winowajcy, ufny, że sprawiedliwy Bóg znajdzie w tym życiu jaśniejsze czyny, które zjednają Boże Miłosierdzie”. „Codziennie modlę się za niego, gdyż był to człowiek, który dokonał w życiu złych wyborów. Ale w gruncie rzeczy to nie był zły człowiek”. Do odprawianych przez siebie Mszy św. włączał intencje za ludzi wyrządzających krzywdę narodowi, za państwowe służby, które utrudniały obchody tysiąclecia Chrztu Polski i uwięziły obraz Matki Bożej Jasnogórskiej, bo „nie ma takiej krzywdy – mówił - której by nie można przebaczyć”.
Jego codzienne notatki Pro memoria potwierdzają jego niezłomną wiarę, ufność i wytrwałość wobec cierpienia, szykan i prześladowania. „Każda prawdziwa miłość musi mieć swój Wielki Piątek” - twierdził. Leżąc już na łożu śmierci - w maju 1981 roku - powiedział: „Moja droga była zawsze drogą Wielkiego Piątku na przestrzeni 35 lat służby w biskupstwie. Jestem za nią Bogu bardzo wdzięczny”. Całe życie kardynała Prymasa dowodzi, że był to mocarz Boży, człowiek o niespotykanej głębi ducha, przywiązujący ogromną wagę do modlitwy i prowadzący autentyczne życie duchowe. Mawiał: „We wszystkim, co zdarza się w życiu człowieka, trzeba odczytać ślady miłości Boga. Wtedy do serca wkroczy radość”.
2. MĄŻ STANU
Drugi temat to kardynał Prymas jako mąż stanu. W potocznym rozumieniu tego zwrotu „mąż stanu” wskazuje na wybitnego polityka lub dyplomatę. Tymczasem ks. kardynał nigdy nie był politykiem ani zawodowym dyplomatą w ścisłym tego słowa znaczeniu. Nie był też człowiekiem ubiegającym się o udział w instytucjonalnej władzy, aby tą drogą wpływać na kształt życia publicznego.
A jednak ludzie zgodnie twierdzą, że kardynał Wyszyński był również wybitnym mężem stanu. Tak postrzegają go nie tylko katolicy, ale w ogóle Polacy. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, by myśleć o nim w ten sposób przede wszystkim z uwagi na okres jego walki z komunizmem. Kardynał Prymas pełnił wówczas rolę jedynego publicznego autorytetu Polaków, a w czasie gdy społeczeństwo było pozbawione możliwości wyrażania swojej woli, on ją publicznie artykułował. Mąż stanu bowiem może wywierać swój wpływ na władze nie tylko instytucjonalnie, ale również mocą swego autorytetu; może oddziaływać na postawy społeczne swoją nauką i przykładem, wskazując innym kierunki działania i sposób zachowania.
Ksiądz kardynał patrzył zawsze do przodu. Wiedział że z komunizmem nie wygra się zbrojną walką, lecz jedynie gigantyczną pracą duchową. Dla umożliwienia Kościołowi takiej pracy zawarł dnia 14 kwietnia 1950 – jako pierwszy w historii Kościoła katolickiego hierarcha - układ z państwem rządzonym przez komunistów. Przypuszczał, że po jego podpisaniu pojawią się próby jego łamania, ale miał nadzieję, że dzięki temu aktowi prawno-politycznemu uzyska jakieś formalne podstawy do umożliwienia działalności duszpasterskiej. Wiedział kiedy można bądź trzeba zawrzeć kompromis z władzą, ale – co trzeba podkreślić – w sprawach zasadniczych nigdy się nie cofał, zawsze stał na straży podstawowych wartości. Wiedział że czasami trzeba zrobić krok w tył, aby potem pójść dwa kroki do przodu.
Z założenia przeciwstawiał się komunistycznej ideologii. Bronił praw człowieka, kultury i tożsamości narodu, budził sumienia. Miłość Ojczyzny kazała mu, służąc Polsce, występować w jej imieniu, domagając się od komunistycznych władz poszanowania prawa do prawdy, do sprawiedliwości, do szacunku, do miłości, do wolności, do wolności sumienia i wyznania, prawa do służby Bożej, prawa do katolickiego wychowania dzieci i młodzieży (Gniezno, 14.04.1966 r.).
Dlatego podczas Konferencji Episkopatu Polski w Krakowie (8 maja 1953 r.) - z inicjatywy kard. Wyszyńskiego - uchwalono treść listu do rządu, w którym znalazły się słynne słowa: „Rzeczy Bożych na ołtarzach Cezara składać nie wolno. Non possumus! (Nie możemy)”. List ten wyrażał stanowczy sprzeciw wobec rażącego łamania przez rząd zawartych wcześniej porozumień. Stał się on jednym z powodów jego późniejszego aresztowania (25 września 1953) i uwięzienia na trzy lata, bez sądu i wyroku.
Jego postawa miała duży wpływ na różne wydarzenia o charakterze społecznym w naszej Ojczyźnie, bo w jego nauczanie była głęboko wpisana katolicka nauka społeczna. Przyjmuje się, że przez ok. 33 lata posługi prymasowskiej wygłaszał około 600 przemówień i kazań rocznie, z czego 75% dotyczyło właśnie spraw społecznych.
W 1967 roku - w liście pasterskim ogłaszającym „ABC Społecznej Krucjaty Miłości” - postawił gorzką diagnozę polskiego społeczeństwa: „Zmieniamy się w społeczeństwo ludzi zwaśnionych. Gdy już nie mamy wroga klasowego, trzeba koniecznie go stworzyć”. W odpowiedzi na to radził: „Nienawiść można uleczyć tylko miłością. […] Nawet na odcinku stosunków politycznych, gdzie różnice poglądów najłatwiej doprowadzają do sporów i namiętności, zachowajcie spokój, umiar, opanowanie”.
Ks. kardynał wielokrotnie upominał się o godność człowieka i jego prawa. W marcu 1968 roku potępił sprawców pobicia studentów oraz wskazywał negatywne skutki kampanii antyżydowskiej prowadzonej przez partię, a szkodzącej dobremu imieniu Polski. Krytykował też interwencję wojsk PRL w Czechosłowacji. W grudniu 1970 roku, gdy doszło do masakry robotników w Gdańsku, mówił: „Wasz ból jest naszym wspólnym bólem. Gdybym mógł w poczuciu sprawiedliwości i ładu wziąć na siebie odpowiedzialność za to, co się ostatnio stało w Polsce, wziąłbym jak najchętniej. Bo w Narodzie musi być ofiara okupująca winy Narodu”.
Konsekwentnie bronił polskiej racji stanu, uznając potrzeby i dobro państwa za najwyższą normę działania. Służąc Kościołowi, służył Ojczyźnie, którą rozumiał jako wspólnotę ludzi zjednoczonych wiarą, kulturą i historią. Zabierał głos w ważnych dla kraju wydarzeniach politycznych i społecznych, między innymi podczas słynnych kazań w warszawskim kościele św. Krzyża.
To on umacniał w rodakach wewnętrzną wolność, poczucie godności, wzmacniał wiarę, tożsamość narodową, wskazywał jak budować życie społeczne. Gdy zaś wybuchła „Solidarność” łagodził napięcia, obawiając się rozlewu bratniej krwi i mediował między związkowcami a władzą. To on przeprowadził Kościół – i szerzej jeszcze naród – przez jeden z najtrudniejszych momentów w naszych dziejach.
Jego największym zwycięstwem a jednocześnie potwierdzeniem maryjnej drogi był wybór papieża Polaka. „Nie byłoby tego Papieża Polaka , który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było twojej wiary nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, twojej heroicznej nadziei, twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła” – powiedział Jan Paweł II dnia 23 października 1978 r. w czasie audiencji dla Polaków, której byłem uczestnikiem i świadkiem. Dzięki temu też nie da się napisać biografii Karola Wojtyły bez biografii kard. Stefana Wyszyńskiego. Tak samo jak nie da się napisać uczciwej biografii kard. Wyszyńskiego bez biografii Karola Wojtyły.
W latach 1980-1981 pośredniczył on w rozmowach między władzami PRL a działającą od niedawna „Solidarnością”. Doprowadził do historycznej wizyty jej przedstawicieli u papieża Jana Pawła II w Rzymie w styczniu 1981 roku. Gdy na początku 1981 roku w kraju doszło do kolejnych napięć politycznych - poważnie już chory ks. Prymas - zdecydował się na spotkanie z premierem Wojciechem Jaruzelskim.
Ksiądz prałat Hieronim Fokciński - historyk zajmujący się w Rzymie procesem beatyfikacyjnym kardynała Wyszyńskiego – mawiał, że Prymas Tysiąclecia jako jedyny przywódca kościelny w krajach komunistycznych zdołał wygrać walkę o niezależność Kościoła, a to dzięki swojej roztropności i wyczuciu. Dzięki swej pracy dla Kościoła i Ojczyzny należy on niewątpliwie do grona najwybitniejszych Polaków a – zdaniem wielu - był to również najwybitniejszy Prymas w historii Polski. Jego spuścizna pisarska jest ogromna. To nie tylko kazania, listy, ale także zapiski i różne rozważania duchowe. Nie wszyscy wiedzą że pozostało po nim aż 67 tomów maszynopisów z kazaniami. Odnotowano ok. 11 tys. jego publicznych wystąpień.
Odszedł wtedy, gdy Polacy - wspierani duchowo przez św. papieża Jana Pawła - mogli już sami upomnieć się o życie w prawdzie i wolności. Zmarł 28 maja 1981 roku. Jego pogrzeb stał się wielkim wydarzeniem patriotycznym i manifestacją poparcia dla głoszonych przez niego myśli. Na uroczystości pogrzebowe przybyło kilkaset tysięcy ludzi. Zmarły pozostawił po sobie duchowy testament, w którym wybaczał wszystkim, także tym, którzy go atakowali i więzili.
Ojciec Święty Jan Paweł II, który nie mógł przybyć na pogrzeb Prymasa, bo przebywał w tym czasie w szpitalu po zamachu na swoje życie - w swoim przemówieniu z dnia 16 czerwca 1983 roku – podsumował jednym zdaniem: ks. kard. Stefan Wyszyński „był człowiekiem wolnym i uczył nas, swoich rodaków, prawdziwej wolności”.
ZAKOŃCZENIE
Na koniec więc, dziękujemy Ci Boże, w Trójcy świętej jedyny, że w swojej niewypowiedzianej dobroci powołujesz ciągle nowych apostołów, aby przybliżali światu Twoją Miłość. Bądź uwielbiony za to, że dałeś nam opatrznościowego pasterza bł. Stefana Kardynała Wyszyńskiego, Ojca Ojczyzny, który ukazał nam wszystkim śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa jako źródło umocnienia naszej wiary, nadziei i miłości. Amen.