Nie przychodzę, żeby zatracać

Abp Stanisław Gądecki

Nie przychodzę, żeby zatracać. XXII Dzień Judaizmu w Kościele katolickim (Poznań, kościół pw. św. Wojciecha - 17.01.2019).

W dniu dzisiejszym obchodzimy - po raz dwudziesty drugi - Dzień Judaizmu w Kościele katolickim. Ten dzień ma pomóc katolikom w odkrywaniu żydowskich korzeni chrześcijaństwa oraz w pogłębianiu świadomości, że religia żydowska nie jest wobec chrześcijaństwa rzeczywistością zewnętrzną, lecz czymś wewnętrznym, oraz że nasz stosunek do niej jest inny aniżeli do jakiejkolwiek innej religii.

Hasło tegorocznego dnia - „Nie przychodzę, żeby zatracać” (Oz 11,9) – jest bardzo znaczące, w kontekście tego, co się dzieje w świecie i wokół nas.

Medytując nad dzisiejszymi czytaniami liturgicznymi niejako narzuca się nam podwójne rozważanie: o cudzołożnym Izraelu i cudzołożnej Izraelitce, figurze Kościoła Bożego. 

1.         CUDZOŁOŻNY IZRAEL (Oz 11,9)

a. Tegoroczne hasło zostało zaczerpnięte z trzeciej części Księgi Proroka Ozeasza (Oz 9,10-14,1). Część ta zawiera mowy o bałwochwalstwie Izraela. Sam zaś Ozeasz wykonywał swój urząd prorocki w VIII w. przed Chr. Dane historyczne księgi zdają się wskazywać na okres panowania dynastii Jehu, a w każdym razie na lata poprzedzające upadek Samarii (721 a. Chr).

 

Jego zadaniem było głosić zdumiewającą miłość Boga do człowieka. Bóg jest nie tylko Panem, który domaga się sprawiedliwości, On jest również Bogiem, który kocha swój lud. „Miłowałem Izraela, gdy jeszcze był dzieckiem, i syna swego wezwałem z Egiptu” (Oz 11,1). „Uczyłem chodzić Efraima, na swe ramiona ich brałem; oni zaś nie rozumieli, że troszczyłem się o nich. Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę - schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go” (Oz 11,3-4).

 

W zamian, Bóg domagał się od ludu zachowania „miłości, prawa i zaufania do swego Boga” (Oz 12,7), zachowania pełnego miłości współodczuwania (Oz 6,6). Niestety, Izrael tylko przez krótki czas wędrówki na pustyni pozostał wierny Bogu, później wstąpił na drogę buntu i odstępstwa. Wszystkie stany i warstwy społeczne sprzeniewierzyły się Bogu i naruszyły jego przymierze. „gdyż zaginęły wierność i miłość i znajomość Boga na ziemi. Przeklinają, kłamią, mordują i kradną, cudzołożą, popełniają gwałty, a zbrodnia idzie za zbrodnią. Dlatego kraj jest okryty żałobą i więdną wszyscy jego mieszkańcy…” (Oz 4,1-3). Prorok wyrzuca narodowi niewierność; łamanie przymierza i praktykowanie bałwochwalstwa, które jest rodzajem duchowego cudzołóstwa. Taka niewierność zasługuje na karę i grozi zagładą, grozi unicestwieniem całego ludu.

 

Z drugiej jednak strony Pan Bóg - ogarnięty uczuciem miłosierdzia - pragnie ocalić swój lud. Pragnie wyprowadzić go ponownie na pustynię, by odnowić  dawną więź miłości i zaufania (Oz 2,16), oczekuje od człowieka nieustannej więzi i utożsamienia się z Nim. „Jakże cię mogę porzucić, Efraimie, i jak opuścić ciebie, Izraelu? […] Moje serce na to się wzdryga i rozpalają się moje wnętrzności. Nie chcę, aby wybuchnął płomień mego gniewu i Efraima już więcej nie zniszczę, albowiem Bogiem jestem, nie człowiekiem; pośrodku ciebie jestem Ja - Święty, i nie przychodzę, żeby zatracać” (Oz 11,8-9).

 

Aby wyjaśnić tę wewnętrzną walkę między sprawiedliwością Boga a jego miłosierdziem, między gniewem a współczuciem prorok odwołuje się do własnego doświadczenia małżeńskiego i czyni je ilustracją relacji Izraela do Boga. Ozeasz mianowicie pojął za żonę Gomer, kobietą, którą kochał i która mu urodziła trójkę dzieci, lecz później dopuszczała się nierządu i z tego powodu została oddalona, stając się przyczyną zgryzoty jego serca. Kiedy więc prorok rozmyślał nad tragedią, która się przydarzyła w jego domu, doszedł do wniosku, że drogi Pańskie górują nad drogami Prawa. I wtedy usłyszał: „Pan rzekł do mnie: «Pokochaj jeszcze raz kobietę, która innego kocha, łamiąc wiarę małżeńską». Tak miłuje Pan synów Izraela, choć się do bogów obcych zwracają” (Oz 3,1).

 

Bóg zdaje się toczyć wewnętrzną walkę z samym sobą, skłaniając się ostatecznie ku przebaczeniu, chociaż nikt tego przebaczenia nie pragnął ani o nie nie prosił. Bóg zdaje się przeżywać udrękę, rozdarty między poczuciem sprawiedliwości a czułością i ostatecznie zwycięża w Nim miłość nad sprawiedliwością (Oz 11,8-9). Właśnie dlatego nazywamy Ozeasza „prorokiem przebaczającej miłości”.

b. Odnosząc tę zasadę do czasów nam współczesnych łatwo możemy zauważyć, że „w świecie współczesnym zostało rozbudzone na wielką skalę poczucie sprawiedliwości. […]

Trudno wszakże nie zauważyć, iż bardzo często pogramy, które biorą początek w idei sprawiedliwości, które mają służyć jej urzeczywistnieniu we współżyciu ludzi, ludzkich grup i społeczeństw, ulegają w praktyce wypaczeniu. Chociaż więc w dalszym ciągu na tę samą ideę sprawiedliwości się powołują, doświadczenie wskazuje na to, że nad sprawiedliwością wzięły górę inne negatywne siły, takie jak zawziętość, nienawiść czy nawet okrucieństwo, wówczas chęć zniszczenia przeciwnika, narzucenia mu całkowitej zależności, ograniczenia jego wolności, staje się istotnym motywem działania: jest to sprzeczne z istotą sprawiedliwości, która sama z siebie zmierza do ustalenia równości i prawidłowego podziału pomiędzy partnerami sporu. Ten rodzaj nadużycia samej idei sprawiedliwości oraz praktycznego jej wypaczenia świadczy o tym, jak dalekie od sprawiedliwości może stać się działanie ludzkie, nawet jeśli jest podjęte w imię sprawiedliwości. Nie na próżno Chrystus wytykał swoim słuchaczom, wiernym nauce starego testamentu, ową postawę, która wykazała się w słowach: „oko za oko i ząb za ząb” (Mt 5, 38). Była to ówczesna forma wypaczenia sprawiedliwości. Formy współczesne kształtują się na jej przedłużeniu. Wiadomo przecież, że w imię motywów rzekomej sprawiedliwości (np. dziejowej czy klasowej) niejednokrotnie niszczy się drugich, zabija, pozbawia wolności, wyzuwa z elementarnych ludzkich praw. Doświadczenie przeszłości i współczesności wskazuje na to, że sprawiedliwość sama nie wystarcza, że — co więcej — może doprowadzić do zaprzeczenia i zniweczenia siebie samej jeśli nie dopuści się do kształtowania życia ludzkiego w różnych jego wymiarach owej głębszej mocy, jaką jest miłość” (Dives in misericordia, 12).

2.         CUDZOŁOŻNICA  IZRAELSKA (J 8,3-6)

a.         Drugi temat  to cudzołożnica izraelska. Uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzają do Jezusa kobietę przyłapaną na cudzołóstwie, dla której Prawo Mojżeszowe przewidywało ukamienowanie. „’Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie [γυναικα εν μοιχεια κατειλημμενην]. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?’ Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć”  (J 8,4-6).

Nieszczęsna kobieta miała być w ich rękach tylko pionkiem służącym do przeprowadzenia rozgrywki przeciwko Jezusowi. Pytanie przez nich postawione zmierzało do przeciwstawienia autorytetu Jezusa autorytetowi Mojżesza: „Mojżesz nakazał nam…, a Ty co mówisz?” Pytanie było podstępne, bo stawiało Jezusa w sytuacji pozornie bez wyjścia. Jeśli uniewinni kobietę, znajdzie się w sprzeczności z Prawem, które – wedle Jego własnych słów – przyszedł wypełnić (Mt 5,17nn). Jeśli natomiast opowie się za jej ukamienowaniem, zaprzeczy swojemu nauczaniu o miłosierdziu Boga wobec grzeszników (Łk 5,31n; 7,44-50; 15,7.32). Ponadto – ponieważ władze rzymskie odebrały Sanhedrynowi prawo ferowania i wykonywania wyroków śmierci (J 18,31) – narazi się jednocześnie Rzymianom.

Gdy oskarżyciele natarczywie pytają Jezusa, On schyla się i zaczyna pisać palcem po ziemi. Nie wiemy, co Jezus pisał. Ojcowie Kościoła (Augustyn, Ambroży, Hieronim) widzą w tym gest symboliczny - podobny do czynności prorockich - nawiązujący do tekstu z księgi Jeremiasza: „Ja, Pan, badam serce i doświadczam nerki, bym mógł każdemu oddać stosownie do jego postępowania, według owoców jego uczynków. […] Wszyscy, którzy Cię opuszczają, będą zawstydzeni. Ci, którzy oddalają się od Ciebie, będą zapisani na ziemi, bo opuścili źródło żywej wody, Pana” (Jer 17,10-13). Jezus nie zamierza potępić ani kobiety, ani jej oskarżycieli, choć i oni są winni grzechu. Chce pomóc im dostrzec, że - podając się za żarliwych obrońców Prawa - w rzeczywistości odeszli daleko od Prawa Bożego i z pewnością nie pełnią Bożej sprawiedliwości, która nie potępia grzesznika, ale go podnosi z grzechu. 

„Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”. To słynne zdanie bywa dość często nadużywane jako rzekomy argument przemawiający za moralnym liberalizmem, jakoby Jezus wykazywał pewną obojętność wobec grzechów cielesnych. Inni – w sposób tak samo fałszywy – chcą w nim widzieć stwierdzenie że jeśli sędzia nie jest osobiście bezgrzeszny, to nie ma prawa wydawać sądów o drugich. Tego rodzaju zasada całkowicie uniemożliwiłaby funkcjonowanie jakichkolwiek ludzkich trybunałów. Słów Jezusa nie należy też rozumieć jako aluzji do ukrytych grzechów popełnionych przez oskarżycieli kobiety. Wskazują one raczej na grzech niesprawiedliwości zarówno wobec niej jak i wobec samego Jezusa. Jezus nie szuka okoliczności łagodzących dla cudzołóstwa ani nie apeluje do miłosierdzia zgromadzonych. Natomiast zmusza ich do wejrzenia we własne serce.

Kiedy oskarżyciele jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, „pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku”. Najpiękniej skomentował tę chwilę św. Augustyn: „Pozostali [tylko] dwoje: nędzna i Miłosierdzie”. Jedno naprzeciw drugiego: kobieta zniszczona przez własny grzech, potrzebująca miłosierdzia, by móc dalej żyć oraz Jezus - jedyny wolny od grzechu, wcielone Miłosierdzie, które na nią czekało (por. ks. Józef Maciąg). 

„I ja ciebie nie potępiam”. Zauważmy, że Jezus - zanim wypowiedział słowa „i Ja ciebie nie potępiam” - nie pytał oskarżonej kobiety czy żałuje i czy się chce poprawić. On nikogo nie potępia z zasady. Cóż bowiem oznacza potępienie jakiegoś człowieka? Oznacza uznanie go za człowieka złego, za człowieka w którym nie ma żadnego dobra. Tego zaś nie można powiedzieć o żadnym człowieku na świecie. Póki człowiek jest mieszanką zła i dobra, nie wolno go potępiać. Można jedynie potępić jego złe czyny, jak to uczynił Jezus w przypadku oskarżonej kobiety.

„Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!»”. Jezus pomaga jej zobaczyć siebie samą jako istotę zagubioną, jak zbłąkaną owcę, której los będzie tragiczny, jeżeli nie zostanie ocalona przez pasterza. W ten sposób Jezus wcale nie łagodzi wymowy Prawa, które wyraźnie potępia cudzołóstwo, lecz dowodzi, że przyszedł nie po to, by grzesznych potępić lecz zbawić (J 3,17). Słowo Jezusa uwalnia ją od potępienia i otwiera przed nią nowe życie (por. Benedykt XVI, Anioł Pański, Watykan - 21.03.2010).

b.         Dlaczego ta scena w świątyni jerozolimskiej jest dla nas tak ważna? Jest ona znaczącą, bo pod postacią cudzołożnej niewiasty – podobnie jak w Księdze proroka Ozeasza - możemy dostrzec ten lud Boży, który nie dochował wierności Panu. Mówiąc zaś o Izraelu, myślimy automatycznie o jego duchowej odrośli, czyli o Kościele.

Jako chrześcijanie jesteśmy bowiem przekonani, że Stary Testament jest wewnętrznie zorientowany na Chrystusa i że swoją właściwą odpowiedź znajduje dopiero wtedy, gdy go czytany przez pryzmat Chrystusa. W porównaniu z religią Izraela chrześcijaństwo nie jest przecież jakąś inną religią, lecz jest Starym Testamentem, który odczytujemy przez pryzmat Chrystusa. Nowy Testament nie jest zewnętrznym dodatkiem do Starego Testamentu. On z niego wyrasta w całkowicie naturalny sposób. A Jezus jest tym, który mówi tak do Żydów, jak i do nas: „I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!”.

Z tym przekonaniem łączy się następne, że także dzisiaj Pan Bóg nadal pozostaje wierny Izraelowi. Także dzisiaj Izrael ma swoją szczególną misję wobec całego świata. My zaś - jako chrześcijanie - oczekujemy chwili, w której także Izrael przyjmie Chrystusa; oczekujemy czasu, w którym złączy się z nami w Chrystusie. Oczywiście, Chrystusa nie możemy nikomu narzucać, powinniśmy podzielać cierpliwość Boga. Winniśmy jednak  w taki sposób żyć naszą więzią z Chrystusem, by nie zwracała się ona nigdy przeciw Żydom. Aby nie była ona dla nich nie do przyjęcia. Aby umożliwiła im dojście do Niego. Jesteśmy bowiem przekonani, że Chrystus jest również Mesjaszem Izraela. Od Boga jednak zależy, jak i kiedy nastanie jedność Żydów i nie Żydów, jedność wszystkich dzieci Bożych ,(por. J. Ratzinger, W rozmowie z czasem. Opera omnia. t. XIII/2, Lublin 2017, 530).

ZAKOŃCZENIE

Na koniec módlmy się więc; Boże Abrahama, Proroków, Jezusa Chrystusa, […] Wysłuchaj modlitw zanoszonych przez nas za naród żydowski, który - ze względu na swoich przodków - jest Tobie nadal bardzo drogi.  […]

Uczyń, by dzięki jego świadectwu cały rodzaj ludzki pojął, że wszystkie narody jeden mają początek i jeden cel ostateczny -  Boga, którego zbawcze zamiary rozciągają się na wszystkich ludzi. Amen (Jan Paweł II, 1998 rok).